Chasydyzm w Polsce
Słowo chasid oznacza w dosłownym tłumaczeniu pobożnego i najczęściej było synonimem „pobożnego” ascety. Rozumienie to było początkowo na tyle mocno utrwalone, że chasydami nie nazywano entuzjastów nowych, ekstatycznych formacji religijnych, jak np. uczniów skupionych wokół Baal Szem Towa (Beszta). Mimo tego, to właśnie Beszt uznany został przez późniejszą tradycję za założyciela chasydyzmu. Termin chasydyzm jest więc pojemny i obejmuje zarówno tych, którzy od początku uważali się za chasydów i sami tak się nazywali, jak również tych, których poglądy dopiero potem zostały uznane przez Żydów za chasydzkie. Słowo chasid ma również konotacje z terminem chesed, które w Biblii odnosi się do osób szczególnie oddanych Bogu i podporządkowanych Jego planom.[1]
Bardzo ważna dla chasydów była postać cadyka (sprawiedliwego), czyli duchowego mistrza, przewodnika. Cadykami byli ludzie znający Prawo, obdarzeni dużą charyzmą. Jak nauczał Baal Szem Tow cadyk „zstępuje z wysokości niczym Boża łaska i miłosierdzie. Cadyk według jego nauki nie był Mesjaszem, lecz nie był także zwykłym człowiekiem – sytuował się pomiędzy tymi dwoma. Ponadto cadyków mogło być wielu, jako że nie starali się odgrywać roli Mesjasza”.[2] Zwracano się do nich z problemami, przychodzono po radę. Z czasem powstał zwyczaj wręczania cadykowi próśb bądź pytań zapisanych na małych karteczkach zwanych kwitłech. Bardzo liczono się ze zdaniem cadyka, powoływano się na niego jako autorytet religijny i moralny. Z biegiem czasu przekazywane ustnie nauki cadyków, jak również opowieści o ich czynach zaczęto spisywać. Zajmowali się tym zwykle ich uczniowie. Część takich opowieści przetrwała tylko dlatego, że uczniowie zapisywali słowa swojego mistrza, aby samemu z nich korzystać. Wiele z tych opowieści zebrał w swojej książce Martin Buber. O tym jak należało opowiadać mówi jedna z zebranych tam historii, opowiadana przez cadyka, którego dziadek był uczniem samego Baal Szem Towa:
„Mój dziadek był kulawy. Pewnego dnia poproszono go, aby opowiedział coś o swym nauczycielu. Zaczął więc opowiadać jak to świątobliwy Baalszem, modląc się, miał zwyczaj tańczyć i podskakiwać. I kiedy to mówił, wstał, a opowieść tak go porwała, że zaczął skakać i tańczyć, by pokazać jak to robił jego mistrz. Od tej chwili przestał kuleć. Oto jak należy opowiadać historie.”[3]
Zebrane przez Bubera opowieści cadyków, ale również o cadykach, pokazują specyfikę tej duchowości. Większość nauk głoszonych przez cadyków dotyczyło kwestii wiary, często cytowana była Tora, objaśniano ją i komentowano. Wśród tych wypowiedzi zdarzały się też opowieści o charakterze szeroko pojętej moralności i wiedzy, która winna dotyczyć wszystkich ludzi, a nie tylko chasydów.[4]
Podobne historie, ale nieco bardziej rozbudowane i pisane ciekawym, dowcipnym, a często nawet nieco przekornym językiem przytacza Jiri Langer w swojej książce „9 bram do tajemnic chasydów”. Pełne zachwytu historie przenoszą nas w mistyczny świat chasydów i słynnych cadyków. Razem z autorem odkrywamy nieistniejące już sztetle w Leżajsku, Kocku, Bełzach czy Ropczycach.[5]
Zwracając się do cadyka używało się tytułu rebe, lub reb. To drugie określenie niosło jednak ze sobą nieco mniejszy ładunek dostojeństwa, było więc używane głównie gdy opowiadano o kimś, a nie gdy zwracano się do kogoś bezpośrednio. Zdarzało się jednak i tak, że jakiś cadyk był postacią tak wyjatkową, mądrą i pobożna, że nie sposób było określić go jednym tytułem. Wtedy stosowano określenia rebe i reb łącznie. Oczywiście tak świątobliwych cadyków nie było wielu. Jiri Langer wymienia ośmiu, którzy określani byli takim tytułem. Byli to rebe reb Ber, czyli Wielki Magid, rebe reb Szmelke z Mikołowa, rebe reb Pinchas z Frankfurtu, rebe reb Majlech, czyli Elimelech z Leżajska, rebe reb Zusja z Annopola, rebe reb Szymon z Jarosławia, rebe reb Borechł z Międzyboża. Wymienia on jeszcze, zapewne ze względu na swoje pochodzenie, rebe reb Jonathana Eibenschültza ze Starej Pragi. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że żył on jeszcze przed Baal Szem Towem, a rabinem został w 1711 roku.[6]
Tradycja chasydzka za założyciela, twórcę chasydyzmu uznaje Izraela ben Eliezera (1700-1760) zwanego też Baal-Szem-Tow – Posiadacz Dobrego Imienia, urodzonego w miejscowości Okop pod Kamieńcem Podolskim. Jednakże działał on na terenie Polski niemal 100 lat po pojawieniu się na tych terenach pierwszych grup chasydzkich. Dlatego aby uchwycić moment formowania się chasydyzmu należy cofnąć się aż do XVI i XVII w. Jak bowiem twierdzi Jan Doktór „trzy czynniki sprawiły, że w połowie XVII wieku duchowe życie Żydów Rzeczpospolitej uległo istotnej transformacji: powstanie nowego paradygmatu życia religijnego, ówczesne wojny, a zwłaszcza powstanie Chmielnickiego, oraz oczekiwania mesjańskie związane z rokiem 1648, a później z wystąpieniem Sabbataja Cwi ze Smyrny.”[7] Ów nowy paradygmat życia religijnego, o którym pisze Doktór związany jest z osobą Icchaka Lurii, który żył w latach 1534 – 1572. W wieku 22 lat zaczął on studiować kabałę i jako pustelnik osiedlił się nad Nilem, gdzie miał spotykać się z prorokiem Izajaszem. Głosił on, że dzieje narodu wybranego sprowadzają się w gruncie rzeczy do procesu naprawy świata. Proces ten zdaniem Lurii dobiegał już powoli końca, czemu towarzyszyć miało nastanie wyczekiwanej ery mesjańskiej. Dzieło Icchaka Lurii kontynuowane było przez jego uczniów, a ich nauki zbiegły się z przepowiednią zredagowaną w XIII w. – Sefer ha-zohar – która za datę przyjścia mesjasza wyznaczyła rok 1648. Oczekiwany mesjasz jednak się nie pojawił. Zamiast niego wystąpił Bohdan Chmielnicki, którego krwawe powstanie, formalnie nie wymierzone przeciwko Żydom, również ich dosięgło. Tragiczne wydarzenia nie podważyły jednak wiarygodności przepowiedni. Przeciwnie, utrata poczucia bezpieczeństwa, tragedie, śmierć przyczyniły się do wzmożenia pobożności i odnowy duchowej, oraz utwierdziły Żydów, że era mesjańska i wybawienie narodu wybranego w obliczu tych wydarzeń musi być już bliskie.
Oczekiwania mesjańskie zbiegły się w czasie z pierwszym objawieniem Sabbataja Cwi, którego doświadczył w Turcji również w 1648 r.[8] Ruch wokół niego skupiony rozprzestrzenił się także w Polsce w drugiej połowie XVII w. Sabataj Cwi pierwszy raz został ogłoszony mesjaszem w obfitującym w przełomowe wydarzenia roku 1648. Jednakże nie spotkało się to praktycznie z żadnym odzewem ze strony ortodoksji. Dopiero gdy po upływie trzech lat, zapowiadane przez niego czasy ostateczne nie nadchodziły, został obłożony klątwą. Podczas swojej działalności odwiedza Kair i Konstantynopol, styka się również z Derwiszami. Niepowodzenie z roku 1648 nie zraża go; w roku 1660 ponownie ogłasza się mesjaszem i wraz ze swoimi wyznawcami udaje się do Stambułu, ażeby koronować się na króla żydowskiego. Jednak i to wystąpienie kończy się klęską, Sabbataj Cwi zostaje przez sułtana wtrącony do więzienia i zmuszony do przejścia na islam, a umiera na wygnaniu w Albanii. Jego działalność i pamięć o nim przetrwała po jego śmierci. Od jego imienia wywodzi się ruch – sabataizm – uznany przez ortodoksyjnych Żydów za herezję. Jednakże mimo tych niepowodzeń i niespełnionych przepowiedni dotyczących rychłego nadejścia ery mesjańskiej oraz jego przejścia na islam, pamięć o Sabbataju Cwi pozostawała przez długi czas żywa. Niektórzy wypatrywali nawet jego ponownego przyjścia, które miałoby mieć miejsce w 40 lat po jego przejściu na islam, a gdy to nie nastąpiło, datę jego przyjścia przesunięto na rok 5500 po założeniu świata (1740 r.). Wtedy też miały miejsce masowe pielgrzymki do Ziemi Świętej, a „wśród pielgrzymów były osoby, które późniejsza tradycja chasydzka uważa za ojców założycieli chasydyzmu: Baal SzemTow, jego szwagier Gerson Kutower, Nachman z Horodecki i Eleazar Ben Samuel Rokeach.”[9]
Warto w tym momencie wspomnieć o tym, że temin chasidim jako określenie formacji religijnej pojawił się pierwszy raz w drukowanym polskim źródle właśnie na fali wystąpień mesjańskich Sabbataja Cwi.
Drugim z ruchów mesjanistyczno-mistycznych był zapoczątkowany w XVIII w. przez Jakuba Lejbowicza Franka frankizm. Żył on w latach 1726-1791 i jako jedyny „mesjasz” za miejsce wypełnienia swojego posłannictwa nie uważał Ziemi Izraela, ale Polskę. To właśnie tu w 1755 roku ogłosił się mesjaszem i nastepcą Sabbataja Cwi. Jakub Lejbowicz Frank zmienił oblicze judaizmu. Głosił radość życia i możliwość złączenia z Bogiem w religijnej ekstazie. Te postulaty zjednały mu rzesze zwolenników niezadowolonych surowym prawem ortodoksyjnego judaizmu i coraz bardziej nieufnych wobec rabinów. Musiało się to rzecz jasna odbić szerokim echem i na reakcję „prawowitego” judaizmu nie trzeba było długo czekać. Frank został oskarżony o zdradę judaizmu, a uciekając przed represjami, podobnie jak Sabbataj Cwi, do którego nawiązywał, przyjął islam. Kilka lat później ponownie zmienił wyznanie, by tym razem ochrzcić się w wierze katolickiej.[10]
Również Baal Szem Tow, uznany przez późniejszą tradycję za założyciela ruchu chasydzkiego, zaczyna nauczanie swojej Tory. Także on, na fali oczekiwań mesjańskich udaje się w 1739 roku w podróż do Jerozolimy. Beszt nie dotarł jednak do Ziemi Świętej. Punktem zwrotnym jego podróży był Stambuł, w którym spędził rok, po czym wrócił na Podole. Nie wiadomo dokładnie dlaczego nie kontynuował swojej podróży. Nie ulega natomiast wątpliwości, że jego niedokończona wędrówka, jak również roczny pobyt w Stambule stanowiły punkt zwrotny w jego życiu. To właśnie wtedy Beszt odszedł od tradycyjnej formacji chasydzkiej, której był wyznawcą. Ważnym elementem tej zmiany był powrót do Rzeczpospolitej i zaniechanie jakichkolwiek pielgrzymek. Baal Szem Tow już nigdy nie próbował dotrzeć do Jerozolimy. Co więcej uważał to za niepotrzebne i odradzał wszystkim tego typu podróżowanie. Drugą i o wiele ważniejszą zmianą było zerwanie z ascezą. Beszt zmienił swoje poglądy i od tej pory zaczął głosić, że ascetyczne praktyki nie tylko nie ułatwiają człowiekowi kontaktu z Bogiem, ale że umartwienie i wynikające z tego osłabienie człowieka, jest poważną przeszkodą w drodze do spotkania z Nim.[11] Jednak największą, rewolucyjną wręcz zmianą było podejście Beszta do modlitwy. Ze swojej podróży, najprawdopodobniej z terenów Bliskiego Wschodu, przywiózł on bowiem umiejętność wchodzenia w trans. Podczas tych transowych modlitw miał on wędrować do nieba, gdzie pouczenia przekazywał mu sam Bóg. Natomiast Beszt przedstawiał Mu problemy ludzi, jak również interweniował w różnych sprawach. Najczęściej w trans wpadał podczas modlitwy Simone ‘esre. Wtedy to wykonywał różne dziwne i gwałtowne ruchy. Jednakże jest mało prawdopodobne by technikę tą wymyślił samodzielnie. Najprawdopodobniej nauczył się jej, ale nie chciał nikomu zdradzić, kim był jego nauczyciel. Znamienny jest również fakt, że Baal Szem Tow wolał wchodzić w trans modlitewny sam. Poza tym prawdopodobnie żaden z jego uczniów nie potrafił wprowadzać się w podobny stan. Jest to argument przeczący dość powszechnie przyjętej opinii, że to Beszt wprowadził do chasydyzmu zwyczaj zbiorowej ekstatycznej modlitwy. Choć wydaje się prawdopodobne, że jego indywidualne praktyki, zostały podpatrzone przez jego uczniów i mogły mieć wpływ na późniejsze tworzenie się charakterystycznych dla chasydów, ekstatycznych modłów. Praktyki te tak bardzo się potem rozpowszechniły, że stanowiły nieodłączny element chasydzkiego życia. Jak pisał Frantisek Langer w przedmowie do książki „9 bram do tajemnic chasydów” : „Najpobożniejsze wspólnoty chasydzkich kolonii żyły życiem nieustannego transu mistycznego, w stanie niekończącej się ekstazy, zupełnie poza czasem, przestrzenią i materią.”[12] Zmiany zapoczątkowane przez Beszta, a zwłaszcza odstąpienie od ascezy jako drogi poznania Boga, zasadniczo wpłynęły na zmiany chasydyzmu i nadały mu kierunek, w którym od odtąd podążał. Również „zastąpienie skomplikowanych teurgicznych kawwanot uriańskich na rzecz ekstatycznego przylgnięcia do Boga (dewuket)” było dla ówczesnych chasydów bardzo atrakcyjne.
Jednak same zmiany wewnętrzne nie wystarczyłyby do zachowania i wzmocnienia ruchu chasydzkiego w nowej, zmienionej formie. Przyczynily się do tego także zmiany zewnętrzne, do których doszło w tym czasie w Rzeczpospolitej. Chodzi mianowicie o osłabienie samorządu żydowskiego, po tym jak w 1764 roku sejm konwokacyjny zniósł sejm Żydów Korony i Litwy oraz wszystkie sejmiki ziemskie. Co prawda został on powołany w 1580 roku przez króla Stefana Batorego w celach fiskalnych, do zbierania podatków od ludności żydowskiej, jednakże pełnił również rolę samorządu. Tam bowiem zbierali się rabini i mogli podejmować wspólne decyzje, ważne dla całej społeczności, a nie tylko poszczególnych gmin. W związku z tym „władza” rabinów uległa rozproszeniu, co pomogło w szerzeniu się chasydyzmu i powstawaniu autonomicznych wspólnot, które były skupione wokół cadyków. Zaczęły też powstawać klojzy, czyli domy modlitwy. Warto również nadmienić, że cechą charakterystyczną polskiego chasydyzmu było to, że rozprzestrzeniał się on głównie wśród ubogich warstw ludności i szybko zaczął opanowywać nowe tereny.[13]
Baal Szem Tow był niewątpliwie najważniejszą postacią chasydyzmu, a jego nauka odcisnęła piętno na kolejnych pokoleniach cadyków i przyszłym kształcie ruchu chasydzkiego. Beszt miał bowiem wielu uczniów, którzy z czasem stali się słynnymi cadykami. Wśród nich byli: Dow Ber, Magid (hebr. wędrowny kaznodzieja) z Międzyrzecza, Pinchas Szapiro z Korca, Jakub Josef z Płonnego i Jechiel Michał ze Złoczowa. Po śmierci Baal Szem Towa rolę przywódcy przejął Magid z Międzyrzecza. Nie obyło się jednak bez kontrowersji, gdyż sprzeciwiała mu się częśc pozostałych uczni ów Baal Szem Towa. Kolejni słynni kontynuatorzy ruchu to m.in. Szneur Zalman z Ladów, Lewi Izaak z Berdyczowa, Aaron z Karolina, Samuel Szmelke Horowitz z Nikolsburga, Menachem Mendel z Witebska, Meszulam Zusja (jid., Zysze) z Annopola, Elimelech z Leżajska, Israel z Kozienic, Szlomo z Karolina i Jakub Icchak z Lublina.
Sznur Galman z Ladów również miał udać się do Erec Izrael ale dostał we śnie nakaz, aby tego nie czynił. Stał się on później twórcą odłamu chasydyzmu, zwanego Chabadem. Nazwa ruchu wywodzi się od pierwszych liter hipostaz Boga – sefirot, które występują w Kabale, a więc: Chochma – Mądrość, Bina – Rozum i Daat – Poznanie lub Wiedza. Sama nazwa wskazuje już na kierunek, w którym podążał ruch. Jego założeniem była chęć i próba poznania Boga na drodze rozumu i racjonalnej mistyki. Obecnie jest to bardzo aktywna odmiana chasydyzmu. Mężczyźni noszą garnitury, białe koszule, krawaty i kapelusze. Jest to typowy i charakterystyczny dla chabadników strój.
Dopiero trzecie pokolenie po Baal Szem Towie na dobre zerwało z centralizacją władzy. Powstało wiele odłamów, a lokalni cadykowie mieli dużo większą autonomię. Na decentralizację duchowego przywództwa wpłynął niewątpliwie rozbiór Polski, który spowodował odseparowanie różnych grup, żyjących pod innymi zaborcami. Nie był to jednak jedyny powód. Bowiem już wcześniej zaczęły się pojawiać różnice w nauce, tradycji i sposobie praktykowania. Wydaje się więc, że podział ten był nieunikniony. Od tego momentu zaczyna się również tradycja przekazywania przywództwa – rola cadyka przechodziła z ojca na syna. Konsekwencją tej zmiany było powstanie w późniejszym czasie słynnych rodów cadyków. Również wiara w konkretnego cadyka zaczęła być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Pokolenie to, tak jak i poprzednie obfitowało w wielu słynnych, obdarzonych charyzmą i otoczonych dużą czcią cadyków. Do największych należeli Jakub Izaak, Widzący z Lublina, Jakub Izaak, Święty Żyd z Przysuchy oraz Nachman z Bracławia, który był prawnukiem Baal Szem Towa.
Od samego początku chasydyzm spotykał się z dużym sprzeciwem ze strony ortodoksji, a głównymi przeciwnikami byli rzecz jasna rabini. Obawiano się wypaczenia religii, nie podobało się również nastawienie chasydów na modlitwę i radość, przylgnięcie do Boga, które dominowało nad studiowaniem Tory, które było tradycyjnym obowiązkiem Żyda. Niepokojące dla ortodoksyjnego judaizmu było również uwielbienie, jakim cieszyli się niektórzy cadykowie. Rabini bali się bałwochwalstwa i tego by cadyk swoją osobą, nauką, mądrością i cudami nie przysłonił samego Boga. Również przejęcie sefardyjskiego obrządku modlitewnego nie podobało się aszkenazyjskim rabinom. Wszystko to powodowało zatarcia i wzajemne zwalczanie się ortodoksji i chasydyzmu. Główny ośrodek opozycji znajdował się na Litwie, a przewodził mu Elijah ben Salomon Galman, znany jako Gaon z Wilna. To właśnie tam, w latach trzydziestych XVIII w. powstał ruch mitnagdim – sprzeciwiających się (chasydyzmowi). Później wszyscy przeciwnicy Beszta nazywani byli już mitnagdim. Pierwsze pisma krytykujące chasydyzm i polemizujące z nim zaczęły się pojawiać jeszcze za życia Beszta. W 1772 roku chasydzi zostali obłożeni klątwą przez rabinów. Jednak najcięższa kara, o daleko idących konsekwencjach, spadła na nich w roku 1781. Wtedy to nałożono na nich drugą klątwę, która nakazywała wygnanie ich ze społeczności, zakazywała udzielania schronienia, kupowania i spożywania mięsa z ich rytualnego uboju oraz zawierania z nimi małżeństw. Zakazane było ponadto prowadzenie z chasydami wszelkich interesów, a nawet uczestnictwo w pochówku. Najbardziej bolesną formą wzajemnego zwalczania były przypadki wzajemnego denuncjowania się u władz świeckich, co czasami prowadziło do aresztowań.
XIX wiek to okres rozprzestrzeniania się nowych prądów myślowych. Wtedy to pojawił się zupełnie nowy, świecki ruch intelektualny, czyli haskala, zwana też czasami „żydowskim oświeceniem”. Ludzie związani z haskalą nazywani byli maskilim – racjonalista, „rozumowiec”, intelektualista. Jednym z duchowych przywódców haskali był Rambam, czyli Mores ben Mamon, Majmonides. Pojawiały się tu różne, często bardzo dziwne dla reszty Żydów teorie, jak choćby ta, że mesjasz już przyszedł, a jest nim możliwość asymilacji w goszczących społeczeństwach. Jak można się domyślić idee haskali wywołały sprzeciw rabinów i judaizmu ortodoksyjnego. Ostrze krytyki zwróciło się w ich kierunku, a opozycja wobec chasydów nieco zelżała. Ale również dla chasydów teorie maskilim były nie do przyjęcia. Spowodowało to wspólne przeciwstawienie się chasidim i misnagdim (jako haredim) maskilom.
Proces włączania chasydyzmu w nurt ortodoksji był więc długotrwały i bolesny, jednakże pod koniec trzeciego pokolenia chasydów został on uznany przez większość żydów za część ortodoksji.
XIX wiek przyniósł kolejne zmiany. Pojawił się ruch syjonistyczny, wobec którego, podobnie jak wobec haskali, chasydzi przyjęli postawę opozycyjną. Ponadto ruch chasydzki coraz bardziej odchodził od kabalistycznej formuły zaproponowanej przez Baal Szem Towa, a proces ten doprowadził do powolnego przekształcania się ruchu w instytucję. Nie zdołały temu zapobiec kolejne oddolne inicjatywy odnowienia idei Beszta i powrotu do korzeni. Wiek XIX to dla chasydyzmu, tak polskiego jak i chasydyzmu w ogóle, czas powrotu do Tory. Pojawiają się pierwsze chasydzkie studia nad Torą, na nowo odkrywana jest jej pierwszorzędna wartość, powstają pierwsze chasydzkie szkoły. Pierwsza chasydzka jesziwa została założona przez Abrahama Bornsteina z Sochaczewa ok. 1860 roku. Własne jesziwy zaczęli też zakładać pod koniec XIX wieku chasydzi z Lubawicz. Chciano również założyć jesziwę w Gur, czyli Górze Kalwarii koło Warszawy.[14]
Do najważniejszych polskich ośrodków chasydyzmu przed drugą wojną światowa należał, wspominany już wcześniej, dwór cadyka w Górze Kalwarii (Gur). Założycielem tej dynastii był rabi Icchak Meir Alter-Rottenberg (1789-1866). Był on uczniem słynnego Binema z Przysuchy. Miał on liczne grono sympatyków, napisał kilka tomów komentarzy do Talmudu. Chasydzi rabiego Icchaka Meira spotykali się we własnych domach modlitwy, tzw. „sztyblach”. Jednakże do największego rozkwitu dynastii i rozbudowy tak materialnej jak i duchowej przyczynił się wnuk Icchaka Meira, Arie Lejb Alter, któremu nadano przydomek Magiet (od hebrajskiego magid: kaznodzieja).[15] Juda Alter zmarł w 1904 r. i pogrzebany został, tak jak jego dziadek, na cmentarzu w Górze Kalwarii. Jego następcą został pierworodny syn Abraham Mordechaj, który oprócz godności cadyka, był również działaczem politycznym, współtwórcą konserwatywnej partii Agudat Israel (Związek Izraela) potocznie zwaną Agudą. Abraham Mordechaj Alter był najwybitniejszą postacią wśród ortodoksyjnych Żydów europejskich.[16] Do Ger ciągnęli wyznawcy z Kongresówki, Węgier, Austrii, a także innych krajów Europy. Codziennie przybywało kilkadziesiąt osób, a w święta chasydzkie liczba ludzi odwiedzających cadyka liczona była w tysiącach. O tym, jak ważne i żywotne było to miejsce i jak wielkie było jego znaczenie świadczy m.in. fakt, że w połowie XIX wieku kursowały tu z Warszawy specjalne omnibusy wożące chasydów. Znaczenie dworu było tak duże, że ówcześni arystokraci, na czele z księciem Stefanem Lubomirskim i księciem Tomaszem Zamojskim, przy wsparciu finansowym cadyka, postanowili zbudować kolej wąskotorową łączącą Górę Kalwarię z Warszawą. Dwór cadyka w Górze Kalwarii stał się tak bardzo znany, że zaczął przyciągać chasydów już nie tylko z Europy, ale i z całego świata. Ten duży napływ ludzi przyczynił się do ogromnego rozkwitu miasteczka. Korzystali na tym nie tylko cadyk i chasydzi, ale i pozostali mieszkańcy, którzy również bogacili się wraz ze wzrostem znaczenia miejscowości i szybko wzrastającej liczby gości. Świetność dworu trwała do czasu drugiej wojny światowej. Hitlerowcy całkowicie go zrujnowali, a do getta wtrącili trzy i pół tysiąca Żydów. Do dziś istnieją towarzystwa, które są związane z dworem w Ger i działają w Argentynie, Izraelu i USA.
Jednakże dynastia z Ger nie była jedyną, która liczyła się na ziemiach polskich. Jedną z bardziej znanych jest również belcer chasidim, którą założył rabi Aron ben Cwi (zm. 1816) w miasteczku Bełz. Jego następcą był rabi Szołem ben Eliezer Rokach, który rozwinął dwór i umocnił pozycję cadyków z Bełz.
W Aleksandrowie Łódzkim działał od pierwszej połowy XIX wieku rabi Szraga Fajwel Dancygier (zm. 1849). Jego syn, Jachiel z Aleksandrowa (zm. 1894) zyskał wielu zwolenników i wzmocnił i powiększył dwór.[17]
Bardzo ważnym ośrodkiem był Nowy Sącz i dynastia Helberstamów. Założycielem był Chaim Halberstam, znany lepiej jako Diwre Chaim. Opowiadał się on za chasydyzmem zwróconym w kierunku nauki i studiowania Tory. Podstawą wykształcenia była dla niego wiedza talmudyczna. Dopiero dobrze przygotowani i wykształceni chłopcy, mogli zostać chasydami. Cadyk Chaim Halberstam nie godził się również na przesadny przesyt i przepych, który charakteryzował np. dwór cadyków z dynastii sadogórskiej, co stało się podstawą trwającego wiele lat konfliku miedzy tymi ośrodkami. Ród cadyka Chaima opanował wkrótce całą Małopolskę. Najbardziej znanym z wszystkich jego synów był Ezechiel Szraga, który osiadł w Sieniawie. Aron kontynuował pracę swojego ojca w Nowym Sączu, a Dawid i Baruch stworzyli nowe linie dynastyczne, ten pierwszy w Chrzanowie, drugi w Gorlicach. Jednym z najważniejszych ośrodków chasydyzmu była również Bobowa, gdzie osiadł rabi Salomon ben Naftali (1847 – 1900), wnuk Chaima Halberstama, a po nim działał tu jego syn, rabi Salomon ben Cion (1879 – 1941).
Ważnym ośrodkiem, od XVIII wieku był Leżajsk. Nauczał tam słynny rabi Elimelech (1717 – 1786), który wykształcił wielu znakomitych uczniów, którzy rozeszli się po kraju kontynuując dzieło swojego mistrza. Cadyk Elimelech był tym, który jako pierwszy przeniósł centrum chasydyzmu na tereny dzisiejszej Polski. Początkowo prowadził wędrowny tryb życia. Wraz ze swoim bratem – Meszulamem Zusją z Annopola, chodził od wsi do wsi i nauczał. Dopiero po śmierci Magida, a więc w rou 1772, osiadł w Leżajsku. Od tego momentu Leżajsk stał się centrum chasydyzmu w Galicji zachodniej. Cadyk Elimelech jest szanowany po dziś dzień. Rokrocznie przyjeżdżają tu chasydzi z całego swiata, aby zostawić kwitłech i pomodlić się w ohelu.[18]
Nie sposób również nie wspomnieć o Lublinie, gdzie mieszkał słynny „Widzący z Lublina”, czyli charyzmatyczny rabi Jakow Icchak Horowic, żyjący w latach 1745- 1815. Przybył on do Lublina już jako słynny uczeń Elimelecha z Leżajska, który odkrył w nim nie tylko predyspozycje do tego, by być cadykiem, ale również dar jasnowidzenia. Właśnie od tego daru wziął się jego przydomek – „Widzący”, w jidysz „Zeer fun Lublin”. Rabi Jakow icchak Horowic urodził się w Józefowie Biłgorajskim, a jego ojciec także był cadykiem. Początkowo nie osiedlił się on w samym Lublinie, ale w miejscowości Wieniawa, która dziś jest dzielnicą Lublina. Jego przeprowadzce do centrum miasta przeciwny był rabin, który nosił przydomek „Żelazna Głowa”, oraz urzędnicy kahału. Dopiero pomoc majętnego kupca pomogła mu osiąść w granicach Żydowskiego Miasta na Podzamczu. Jakub Icchak Horowitz skorzystał z nadarzającej się okazji i zamieszkał przy ulicy Szerokiej 28. Na tyłach swojego domu, otwarł w 1794 roku dom modlitwy. Była to pierwsza chasydzka bożnica w centralnej Polsce. Widzący z Lublina był też nauczycielem, który miał dar odkrywania cadykizmu. Ukształtował on wielu znanych cadyków, którzy zapoczątkowali potem dynastie, m.in. Alterów z Góry Kalwarii, Rokeachów z Bełza czy Taubów z Kazimierza Dolnego. Jakub Icchak Horowitz był zwolennikiem „cadykizmu praktycznego”. Podwaliną tej doktryny było założenie, że cadyk może wszystko osiągnąć tylko dzięki wierze, modlitwie i darom, jakie przez to otrzyma, nie musi mieć natomiast wykształcenia religijnego. To stanowisko nie podobało się niektórym z jego uczniów, co było powodem ich odejścia. Najciekawsze historie dotyczące „Widzącego” odnoszą się do czasów Napoleońskich. Według tradycji chasydzkiej, kiedy Napoleon Bonaparte wkroczył do Polski, rozesłał do najważniejszych polskich rabinów i cadyków list, w którym pytał, czy ludność Żydowska wspomoże jego atak na Rosję. Wśród zaproszonych był także Jakub Icchak Horowitz, który w trakcie narady z rabinami i cadykami miał wizję. Uznał on Napoleona za wcielenie zła i wieszczył jego rychłą klęskę. Ale to nie wszystko, twierdził on również, że wraz z klęską Bonapartego rozpocznie się era mesjańska. Należało tylko wybłagać Boga, żeby dał upragnionego Mesjasza. Zapewne miało to duży wpływ na decyzję cadyków, którzy wstrzymali się od jakichkolwiek deklaracji względem Francuzów. Nie można jednak pominąć drugiego czynnika, który wpłynął na tą decyzję. Wojna Napoleona to czasy oświecenia, a więc także Haskali i tendencji do uczynienia wszystkich równymi i zniwelowania wszelkich różnic. Zapewne obawiano się utraty tożsamości i zlaicyzowania polskich Żydów. Niejasne i owiane legendami są również okoliczności śmierci „Widzącego”. Według jednej z relacji jego ciało zostało wyrzucone przez malutkie okienko przez jakąś pozaziemską siłę, inna mówi o tym, że niestroniący od alkoholu cadyk, sam przez nie wypadł. Po jego śmierci synowie nie kontynuowali tradycji ojca. Nie odziedziczyli po nim daru jasnowidzenia, ani charyzmy do przewodzenia chasydom. Tylko jeden z nich – Izrael, został rabinem w Tarczynie. Po jego śmierci, powstały w Lublinie trzy oddzielne domy chasydzkie, które gromadziły zwolenników jego uczniów. Kolejnym cadykiem był Jehuda Lejb Eiger, wnuk Akiby Eigera, Gaona z Poznania i syn Salomona, rabina w Kaliszu, który nosił przydomek „Płaczącego cadyka”. Odnosił się on do trybu życia jaki prowadził – surowego, opartego na ascezie umartwiania się. Był on nie tylko uzdrowicielem ale również wykształconym myślicielem, autorem wielu dzieł. Był postacią znaną i ogólnie szanowaną. Miał przyjaciół także wśród mitnagdim i chrześcijan. Założył on dynastię, która przewodziła lubelskim chasydom aż do drugiej wojny światowej. Znanym cadykiem był również Szlomo Eiger. Chasydzi lubelscy zginęli w hitlerowskich obozach zagłady w Bełżcu i Majdanku.[19]
Godna uwagi jest również dynastia lubawiczer chasidim, którą założył rabi Sznur Zelman ben Baruch z Ladów. Początkowo osiadł on w Lubawiczach na Białorusi, ale jego nauka szybko się rozprzestrzeniła. Część chasydów przybyłych z carskiej Rosji osiadła w Karczewie pod Warszawą.
Kolejnym miastem, w którym znaczącą rolę odegrali chasydzi był Chełm. Coprawda nie było tutaj sławnych cadyków, byli natomiast darzeni dużym zaufaniem i cieszący się znacznym autorytetem rabini, którzy wywodzili się ze szkół i dworów chasydów. Zaliczyć do nich można np. rabiego Pinchasa Lerera, rabiego Heszela Lajnera, który we własnym mieszkaniu założył i utrzymywał sztybel – chasydzki dom modlitwy. Dużą aktywnością odznaczali się w Chełmie również rabini wywodzący się z dynastii bełskich cadyków. Ponadto w Chełmie znajdowały się uczelnie religijne, kształcące młodych chasydów (Talmud-Tora, jeszybot). Wybitną postacią tutejszego chasydyzmu był rabi Jechuda Rukach, który również był związany z bełską dynastią. Przybył on do Chełma w roku 1920. Słynął z wielu cudów. Uważa się, że potrafił uzdrawiać chorych, wielu ludzi miał też uratować od śmierci. Szaleństwo drugiej wojny dosięgło również to miasto. Hitlerowcy wymordowali wielu żydów, a ich ofiarami stali się też chełmscy rabini: Jehoszua Abracham Alter-Sochaczewski, Mosze Hakohen Adamaszek, Jehuda Hakohen Mendelson oraz Gedalia Lajner
Inne ważne centra chasydyzmu, które znajdowały się na ziemiach polskich to m.in. Kock, Kraśnik, Kozienice, Leżajsk, Lelów, Lesko, Przysucha, Warka, Opatów, Radomsko, Rymanów.[20]
Historia chasydów na ziemiach polskich kończy się praktycznie wraz z drugą wojną światową. Dziś, pamiatką i świadectwem po ich pobycie, są głównie cmentarze i ohele, odwiedzane o dziś dzień przez chasydów z całego świata. Najczęściej odwiedzany jest ohel Elimelecha z Leżajska. Groby cadyków znajdują się również na cmentarzach żydowskich m.in. w Aleksandrowie Łódzkim, Bobowej, Chrzanowie, Leżajsku, Nowym Sączu, Rzeszowie. Wszystkich miejsc, kdzie zostali pochowani cadykowie nie sposób tu wypisać.
Warto może na koniec wspomnieć, że w Krakowie też działali cadykowie. Groby kilku znajdują się na cmentarzu przy ul. Miodowej. Nie ma tu jednak ani jednego ohelu. Pochowany został tu Kolonimus Kalman lewita Epstein z Krakowa, który zmarł w roku 1823. Był on jednym z najwybitniejszych propagatorów chasydyzmu w Galicji zachodniej, uczniem Elimelecha z Leżajska. Słynął z żywiołowej, ekstatycznej modlitwy. Zorganizował on w 1785 roku pierwszą grupę chasydzką w Krakowie. Mimo tego, że był szykanowany przez krakowski, antychasydzki rabinat i dwukrotnie przez niego ekskomunikowany, w latach 1786 i 1787, z powodzeniem działał w Krakowie i okolicach i zdołał stworzyć tu dosyć prężnie działający ośrodek chasydyzmu. Napisał kilka dzieł, z których najbardziej znanym jest Maor we-Szemesz, które jest komentarzem do Pięcioksięgu.
Jego syn i nastepca – Aron Epstein (zm. 1881 r.), również pochowany jest na tym samym cmentarzu. Był zięciem Izaaka, syna słynnego „Widzącego z Lublina”. Rozszerzył on działalność swego ojca i założył pierwszy w Krakowie chasydzki Klaus.
Spoczywa tu również Salomon Zajman z Wielopola (zm. 1857 r.), który założył dynastię, której siedzibą było Wielopole, oraz Aron Elimelech Szneur Zalman z Krosna (zm. 1923 r.), który sprowadził się do Krakowa dopiero pod koniec swojego życia. Wczesniej nauczał w Rosji w Ajgentówce oraz w Krośnie.[21]
przypisy:
[1] J. Doktór, Początki chasydyzmu polskiego, Monografie Fundacji na rzecz nauki polskiej, Wrocław 2004, s. 9-16, 25-26
[2] http://www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=49&Itemid=66 (12.06.2009 godz. 20:50)
[3] M. Buber, Opowieści chasydów, W drodze, Poznań 1989
[4] Mnie szczególnie spodobały się opowieści samego Baal Szem Towa dotyczące wiedzy i prawdy. Pierwsza z nich skwitowana stwierdzeniem: „Kiedy posiadłeś wiedzę, wtedy dopiero wiesz, czego ci brakuje”, nawiązuje do „wiem, że nic nie wiem” i stanowi głęboką prawdę o tym, że człowiek nie jest w stanie posiąść całej wiedzy. Im więcej się uczy, studiuje (również Torę), tym bardziej widzi jak niewielka jest to wiedza i jak wiele mu brakuje. Wydaje się, że zamiarem Baal Szem Towa nie jest tutaj zniechęcanie do nauki, ale wskazanie na fakt, że jedynie Bóg posiada pełnię wiedzy, z której człowiek może jedynie czerpać.
Druga opowieść, która szczególnie utkwiła mi w pamięci to dosyć gorzka refleksja dotycząca prawdy. Baal Szem Tow powiedział: „Co to znaczy, kiedy ludzie mówią, że prawda idzie przez świat? To znaczy, że zewsząd ją wyrzucają i że musi wędrować dalej.”
Jak widać nauki wielkiego cadyka mimo upływu lat, pozostają wciąż aktualne.
[5] Bardzo pouczający i ciekawy był dla mnie wywód rebe reb Zusji, o tym dlaczego nie warto się martwić i smucić, ale stale należy się radować. Jak mówi rebe, to co już było, jest już za nami, nie ma więc sensu tego roztrząsać, trzeba to zostawić, bo i tak nie da się już zmienić tego, co się wydarzyło. Podobnie jest z przyszłością. Nie wiemy co nas czeka, więc nie ma powodu martwić się na zapas. A teraźniejszość – to zaledwie chwila, moment, który niepostrzeżenie staje się przeszłością. No a przeszłość – cóż o tym, że nie warto się nią przejmować już wiemy.
Jest to ciekawe i bardzo optymistyczne nastawienie do życia. Jeśli relacja Langera jest wiarygodna, to te i inne historie rzucają światło na życie cadyków i życie chasydów, w którym radość i optymizm są ważniejsze niż smutek i zmartwienia.
[6] J. Langer, 9 bram do tajemnic chasydów, Znak, Kraków1988, s. 151
[7] J. Doktór, Początki chasydyzmu polskiego, Monografie Fundacji na rzecz nauki polskiej, Wrocław 2004, s. 17.
[8] Ibidem, s. 17-24.
[9] M. Galas (red.), Światło i słońce. Studia z dziejów chasydyzmu, wyd. Austeria, Kraków 2006, s.44
[10] Historia Żydów, Polityka, wydanie specjalne 1/2008, s. 52.
[11] Jak w swojej książce „Początki chasydyzmu polskiego” pisze Jan Doktór, Beszt miał nakłonić do porzucenia praktyk ascetycznych wielu wybitnych chasydów. Mieli się wśród nich znaleźć m.in. Dow Ber z Międzyrzecza, Jaakow Josef, który swoją ascezę i umartwianie się odprawiał według skrajnie surowych przepisów księgi Sefer ha-kana z XIV w. oraz Nachmana z Horodenki.
[12] J. Langer, 9 bram do tajemnic chasydów, Znak, Kraków1988, s. 7
[13] M. Galas (red.), Światło i słońce. Studia z dziejów chasydyzmu, wyd. Austeria, Kraków 2006, s.41-51.
[14] http://www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=49&Itemid=66
[15] Marian Fuks “Chasydyzm – ruchoma ojczyzna Żydów” Almanach Żydowski 5757
[16] http://www.gorakalwaria.pl/651-48e4cd7a0d0a9.htm
[17] M. Fuks, Chasydyzm – ruchoma ojczyzna Żydów, Almanach Żydowski 5757
[18] M. Wodziński, Groby cadyków w Polsce, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, Wrocław 1998, s.11-22
[19] http://www.jews-lublin.net/index.php/Chasydyzm_i_chasydzi_w_Lublinie
[20] M. Fuks, Chasydyzm – ruchoma ojczyzna Żydów, Almanach Żydowski 5757
[21] M. Wodziński, Groby cadyków w Polsce, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 199-201
Polański jednak równiejszy
Przedwoczoraj pisałem o tym, że nie może być tak, żeby ludzie byli równi i równiejsi wobec prawa. Wydawało mi się to, i nadal mam taki pogląd, jedną z podstawowych zasad i wartości demokracji.
Jednak nie wszyscy tak myślą.
Czytaj resztę wpisu »
Czy niektórzy mogą być równiejsi, czyli słów kilka o sprawie Polańskiego
Lepiej późno niż wcale
Sprawa Romana Polańskiego – jak donoszą media – spolaryzowała opinię publiczną w Polsce i na świecie.
Istotnie, fakt, że Polański został zatrzymany dopiero teraz jest dosyć dziwny. Tym bardziej, że Szwajcarię odwiedza mniej więcej regularnie od trzydziestu lat, ma tam nawet swój dom. O tym jakie były faktyczne powody zatrzymania pewnie się nie dowiemy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że i tym razem zadziałała wielka polityka. Niemniej cieszy fakt, że Polański został w końcu zatrzymany. W końcu better late than never.
Czytaj resztę wpisu »
o chodzeniu w góry słów kilka
Całkiem niedawno minęła 20. rocznica wielkiej tragedii, która rozegrała sie w Himalajach 27 maja 1989 roku. Zginąła wtedy piątka polskich himalaistów: Eugeniusz Chrobak, Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Wacław Otręba i Andrzej Heinrich.. Najlepsi z najlepszych..
Tygodnik Powszechny opublikował wtedy tekst o tamtych wydarzeniach, który pokazywał tamte wydarzenia niejako oczami kobiet – żon himalaistów. Wywiązała się przy tym ogromna dyskusja internautów o sensie chodzenia w góry i niebezpieczeństwie z tym związanym. Jak to zwykle bywa na forach internetowych, po kilku pierwszych wpisach, “dyskusja” przerodziła sie we wzajemne przepychanki i obrzucanie epitetami. Zrobiło sie “normalnie”. Przeciwnicy okopali sie na z góry wyznaczonych pozycjach i za wszelką cenę starali sie forsować “swoją prawdę” – bo przecież moja prawda jest najmojsza. W zasadzie nie była to dyskusja ale ciąg monologów. Odnoszę bowiem wrażenie, że forumowicze (a zwłaszcza ta ich część, która w drastycznych i patetycznych słowach starała sie dowieść bezsens i głupotę chodzenia po górach) nie czytali tego co pisali inni. Ich komentarze i jak się wydaje odpowiedzi (- tylko na co?), były często pozbawione jakiejkolwiek merytorycznej wartości. Odbieganie od tematu, ataki ad personam – skąd my to znamy..? Czy nie da się rozmawiać normalnie – bez obrażania, bez inwektyw? Czy skonstruowanie choćby jednego argumentu, jednego merytorycznego zdania jest aż tak trudne?
Tak więc dyskusja rozgorzała. Ale nie o tym miało być…
Czytaj resztę wpisu »
nerwy ze stali
Stali felietoniści różnych gazet mają to do siebie, że z czasem zaczynają wpadać w rytunę. Ich teksty są przewidywalne, krąg poruszanych tematów bardzo się zacieśnia, aż w końcu znudzony czytelnik zaczyna omijać szerokim łukiem kolumnę danego autora.
Dość regularnie czytam Tygodnik Powszechny. Może nie od deski do deski, ale zawsze z uwzględnieniem ostatniej lub przedostatniej strony, gdzie pisują stali felietoniści TP. Wśród nich swoje felietony zamieszcza od czasu do czasu pan Marian Stala. Przyznaję, język jest dość ciekawy, zgrabnie to to napisane, tylko jakieś takie monotonne..
Czytaj resztę wpisu »
razem?

Czasem jest tak, że ludzie są ze sobą ale się nie znają. Patrzą na siebie ale sie nie widzą. Nie widzą prawdziwego człowieka, tylko swoje wyobrażenie o nim. Pod maską pozorów, gestów, wyuczonych zachowań (“jak zrobić na niej wrażenie”, “czym jej/jemu zaimponujesz”, “pokaż się z najlepszej strony”) kryje się prawda, która nie ma często okazji wyjść na wierzch. Ta prawda może być dobra albo zła. Ale jest skrywana. Bo trzeba dobrze wypaść, zaprezentować się, byc macho albo mistrzynią-kusicielką. Kolorowe gazety dla nowomężczyzn i nowokobiet dają tysiące rad jak się zachować, jak rozmawiać, jak sie zaprezentować, żeby “zdobyć” drugą osobę. Kreuje sie nowy styl życia. Tak dzieje się coraz częściej. Wystarczy się rozejrzeć dookoła, trochę posłuchać, porozmawiać.
Masakra na ekranie.
Przechodziłem dziś obok billboardu z reklamą nowego filmu. Twórca teksańskiej masakry piłą mechaniczną czy elektryczną zaprasza na swój nowy film: Piątek 13-go. To prawdopodobnie kolejny tego typu film.
Ludzie mają skłonność do oglądania przemocy. Afirmacja bezmyślnej, tępej siły towarzyszy człowiekowi od zarania. Ciekawe, że na przestrzeni wieków dążenia i pragnienia sporej części ludzi ograniczają się do dwóch rzeczy – chleba i igrzysk. Figury te pojawiają się w każdej epoce, zmieniają się tylko formy.
Czytaj resztę wpisu »
idziemy na Syjon
Ciągle i ciągle wracamy w góry, żeby piąć się wyżej i wyżej.
Żeby poczuć to, co można poczuć tylko tam.
Czytaj resztę wpisu »
Przypadek?
Rozmawiałem całkiem niedawno z kolegą, który jest ateistą i temat rozmowy nieoczekiwanie zszedł na przypadek, czy jak kto woli zbieg okoliczności, i jego rolę w życiu.
Opowiadał się za tym, że nie ma żadnej Siły, która podsuwa “przypadki” lub “zbiegi okolicznośći”. Poprostu są, czasem się trafiają, a ich pozorna niezwykłość wynika tylko i wyłącznie z tego, że np. nagromadziło się ich dużo w jednym miejscu i czasie, przez co można odnieść wrażenie, (wg niego mylne), że Ktoś nad tym czuwał.
Czytaj resztę wpisu »
“Obyś był zimny albo gorący”
“Znam twoje czyny: nie jesteś zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący!” (Ap 3,15)
Przypomniałem sobie nie tak dawno te słowa w kontekście wiary i niewiary. Słowa kategoryczne i radykalne, które robią wrażenie i zmuszają do zastanowienia.
Czy nie można było by tych słów odczytać w kontekście wiary? Mniej więcej tak: obyś wierzył albo nie, ale nie bądź obojętny, lub co gorsza -bezmyślny w swoim życiu, w swoim postępowaniu.
Jak większość ludzi (mam przynajmniej taką nadzieję, że faktycznie dotyczy to większości) uważam, że myślenie jest więcej warte od bezmyślności. Brzmi banalnie prawda?
Czytaj resztę wpisu »